Wednesday, November 29, 2006

gwałcić będziesz! - ależ babciu! - będziesz, będziesz;]

Na zaprzyjaźnionym blogu zapodano piosenkę pod wdzięcznym i wiele mówiącym tytułem: "Do you take it in the ass?" I ta oto, niewinna z pozoru melodia wkręciła mi się w mózg niczym robak powodując, że podśpiewywałam ją wczoraj cały wieczór. Normalnie sama siebie miałam dosyć!!! Wrrr...W końcu siłą woli zmusiłam się do zaprzestania tego haniebnego procederu ;P, poniewaz dotarło do mnie, że Andrju może to wziąć do siebie i mieć potem traume ;P Musze się skoncentrowac na czymś innym. O, na pracy chociażby.
Rano przydarzył mi sie mały wypadek, ehhh. Czajnik z wrzątkiem wylał mi się na łapy, bo uchwyt w czasie zalewania kawy odpadł. Teraz jestem kontuzjowana. Kupiłam maść tranową, zatem pracuję dzisiaj w osobliwie rybno-tłustych oparach. Taki lajf. I jak tu sie koncentrowac, no jak?

Monday, November 27, 2006

noce upojne

Jak się niedawno dowiedziałam, kwiat polskiego magazynierstwa-inżynierstwa wzbogacił się o nowego, nieskromnego, za przeproszeniem, członka. Brawo dla tego pana:D Teraz Możesz_Gówno_ Robić. I_Nieźle_Zyć. ;) Swiętowaliśmy to wiekopomne wydarzenie piątkową nocą, świeżo upieczony mgr zaprosił chyba wszystkich ludzi, z którymi kiedykolwiek zamienił dwa słowa, zatem lokal był nasz w całości nieomal. Jak się okazało, główny zainteresowany już tydzień przed egzaminem regularnie robił w stringi, a żeby nie słyszeć mantry własnej mamy "ucz się ucz się uczsięuczsięuczsię" - natenczas wyprowadził się do kolegi. Kolega poił go colą dla koncentracji, co tylko intensyfikowało ataki paniki, jako, że młody do kofeiny nie nawykły. (pije, pali, koleżanki przelatuje, a kawy nie pije, no nie rozumiem jego skrupułów) Zeby tego było mało - na sam egzamin zabrał ze soba innego kumpla, który od rana powtarzał: "stary, weź się w garść!!!". Normalnie, histeryk:P A taki był twardziel, no no no...:] W samym środku imprezy kolejna niespodzianka - lokal, w którym się niszczyliśmy nawiedziła jego mama, która z koleżansiami swoimi akurat była w pobliżu ;DDD Nigdy nie zapomnę jego miny!!! Od razu przypomniał mi się wierszyk:
"Noce upojne pod borem
aż nagle
mamusia z toporem" ;)))
Jak ja lubię takie wieczory...

Friday, November 24, 2006

schab

Kolejka w mięsnym
Baba się pyta: “Jest schab z kością?”
Druga baba (ta z toporem) podnosi, pokazuje (ochłap dynda) i mówi: “Jest....o...”
Baba nr 1 (ta w berecie) mówi: “Dobrze. To ja poproszę taki bez kości.”
U baby z toporem konsternacja: “Ale to się dlatego tak nazywa, bo ma kość...?”
-“Ale chociaż kawałeczek...?”
Scenka śmieszna. Ale czuję, że coś na mnie napiera, to się w tej kolejce przesuwam. Parcie nie ustaje. Odwracam się - pusto.
Opuszczam wzrok i napotykam rozmarzone spojrzenie małego karakana po siedemdziesiątce.
No żesz...Co to ma być? Bareja? Kabaret?
Sklep dyskontowy (no Stonka). Ślepa, kulawa i garbata staruszka przewraca się na mnie i agonalnie rzęzi:
-“Czy ta czekolada jest gorzka?”
Miękkie mam serce, więc z litości patrzę. Czytam “czekolada deserowa kakao 50%”. Mówię:
-“Babciu, gorzka jak zasrane życie”.
Wychynęła zza węgła baba. (skąd ona się tam wzięła? Zaczaiła się? Podstawili?) upudrowana jak trup z włosami jak peruka i okularami jak ze sklepu ze śmiesznymi rzeczami (wąsy odpierdoliła, kinol zostawiła) i nieproszona drze mordę:
-“Wcale nie jest gorzka!!!”
Wznoszę się na wyżyny kulturwy, zstępuję ze szklanej góry, zeskakuję z wieży z kości słoniowej niepomna na mą dumę i tłumaczę jak istocie rozumnej:
-“Kakao 50%. Gorzka.”
Baba: “Wcale nie!”
Więc mówię i pokazuję:
-“Kaaakaaaooo 50% = gooorzka.”
-“Wcale nie gorzka. Słodka!” - ryczy stare pudło.
No ja pierdoooolęęę...! Prowokacja czy jak? Co to jest? Wylęgarnia emeryckich faszystów?
Pokazałam już, żem twarda i mogłam się z godnością wycofać, licząc, że ta ślepa za okazaną łaskę w razie czego rzuci się pod nogi pogoni.
Barykaduję się w domu.
Dla uspokojenia nerw makaron se wstawiam, a tu już do drzwi się dobijają. Normalnie byłby listonosz, ale nie - strajk! To nękają mnie jehowymi.
-“Czy sądzi pani...”
-“Nie.”
-“Eee...ooo...aaa...ale czy mogłaby pani...”
-“Nie.” (staram się być konsekwentna w dyskusji).
-“Czy możemy coś do poczytania zostawić?”
-“Hahaha, a potem po to wrócić?! Nie ma głupich!”
Zamykam drzwi, zanim Jehowym zza pleców wyskoczy baba z toporem, baba w berecie, karakan, pudrowana nieboszczka, staruszka na wylocie i schab.
Co za dzień.
Hm...A może to te grzyby?

Thursday, November 23, 2006

nic się nie dzieje, panie, nic, nuda normalnie

W odpowiedzi na nurtujące wielu pytanie, czy nic się u mnie nie dzieje w tym tygodniu, odpowiadam - no dzieje się, dzieje, tylko pisac się nie chciało, talent pisarski nie jest rzeczą stałą ;PPP

Wybieramy się dzisiaj na przedstawienie pewnego niszowego trójmiejskiego teatru, którego nikt nie zna, przedstawienie wyreżyserowane przez gościa, którego też nikt nie zna:] Nikt spoza "branży" hihi. Podobno sztuka ma być dramatem, a wnioskując z tytułu, naprawdę może być dramat!!! O jakimś HIV albo innej chlamydii. To już wolałam tę jego komedię, nawet dosyć śmieszna była, no może poza ostatnim aktem.
Ooo, właśnie dzwoni Andrju...I mówi, że w sumie to on nie ma ochoty tam iść. No ja tez nie bardzo...Zero kultury, zero!!!
Nie idziemy więc.

Parę dni temu nocą, o godzinie 1.30 dzwoni moja komóra: "No czeeeść...co roobisz ???". Co robię, no żesz co robię??? Spię!!! "Aaa, bo my z chłopakami chodzimy po dzielni z browarami i chcieliśmy wpaść...bleeeeeeeee". Normalnie poczułam się, jakbym znowu miała 16 lat:D Koledzy z dzielnicy, hihi.

Kupiłam Andrzejowi prezent wczoraj. Była to gazeta powszechnie znana jako "NAJ". Trzeba było widzieć jego minę, jak ją dostał!!! Dopiero po chwili zorientował się, że do rzeczonej gazety dołączona jest płyta ze "Stawką większą niż życie" :P Tak więc gazeta powędrowała do śmieci, a płyta do odtwarzacza.

Niewątpliwie ważnym wydarzeniem mijającego tygodnia był zakup baterii umywalkowej. W OBI wybór był ogromny, wszystkie kolory, kształty, ceny, rozmiary...I nagle oczom moim ukazała się ONA!!! Mała, zgrabna, srebrna o nazwie handlowej: TORO. Normalnie, wzięłam i kupiłam. Z sentymentu;PPP

I tym optymistycznym akcentem...

Friday, November 17, 2006

haha

Miałam bardzo śmieszny sen. Niezwykle, niewiarygodnie, przeogromnie śmieszny. Tak śmieszny, że zaczęłam się śmiać przez sen normalnie :\\\ Andrju słysząc te dźwięki obudził się i pyta - co jest??? Co się stało??? No to mówię mu - śniło mi się coś strasznie śmiesznego, no nie mogę, zaraz z tego śmiechu umrę chyba... zupełnie jak u Monty Pythona w skeczu o dowcipie, który zabija...:DDD
No ale co ci się śniło???
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
No nie pamiętam!!!
.
.
A dzisiaj mniej śmiesznie - dostałam opr w pracy. Nie za to, że coś źle zrobiłam, albo klienta źle potraktowałam, albo w dokumentach coś schrzaniłam, o nie, bo te rzeczy robię dobrze i o tym wiem. Dostałam ochrzan, że biuro nie posprzątane, no żesz kurwa, nie robię tu za sprzątaczkę przecież??? 80 m2 jest, niech sobie zatrudnią jakiego fachowca do jeżdżenie na szmacie!!!

Wednesday, November 15, 2006

ach, jak krwawo

Badania okresowe do pracy czas zrobić... Już trzy dni wcześniej roztaczałam krwawe wizje, wyobrażając sobie wielką igłę półmetrowej średnicy rozwalającą moje drobne i kruche żyły oraz mnie mdlejącą i rozwalającą sobie twarz (nie pierwszy raz zresztą) na podłodze gabinetu... Pani technik widząc moją sino-zieloną bladość oraz obłęd w oczach miłosiernie użyła środka znieczulającego dla dzieci, co niewątpliwie uchroniło mnie przed efektownym zejściem :D Nie lubię, nie lubię, nie lubię!!!

Monday, November 13, 2006

hmmmmm

Piątek.
Możemy iść do Atelier (Sopot) albo do Bohemy (Gdynia). Ciężka sprawa.
Bohema bliżej.
Ale w Atelier będą ludzie, których nie widzieliśmy dawno.
Ale Bohema bliżej.
Ale w Atelier ostatnio byliśmy latem.
Ale Bohema bliżej.
No żesz...
W Atelier towarzystwo od nas starsze i straszne pijaki.
W Bohemie młodsi i straszne pijaki.
No nieeeee
Wypijemy kawkę i się zastanowimy.
Nie poszliśmy nigdzie, co nie znaczy, że w domu marnowaliśmy czas ;PPP
Sobota.
Czas posprzątać.
Wieczorem parapetówa. (ja - kierowcą).
Wchodzimy, witamy się z Marcinem i Karoliną. Idę dalej, a Karolina wita się ze mną jeszcze raz. Ze hę??? Już mnie obcałowałaś dzisiaj??? Okazało się, że to nie była Karolina, tylko jej siostra-ksero Justyna:) No, mogły się chociaż uczesać inaczej!!!
Nie wiem, dlaczego tak jest, ale ludzie około trzydziestki zaczynają preferować imprezy siedzone. Normalnie, biesiady, stół, żarcie, wóda, a ruszyć się nie ma gdzie, bo rzeczony stół zajmuje cały pokój. Po paru godzinach człowiek ziewa, dupsko boli (pewnie od tej wódki;P) i w ogóle robi się dziwnie. Między innymi dlatego nie mam w domu stołu...
Niedziela.
Rodzinny obiad na 7 osób w Meksykańskiej. Rodzina podzieliła sie na grupy - młodzież nastoletnia, młodzież miedzy 20 a 30 oraz "dorośli". Czyli z integracji nici. Młodzież 20-30 zamówiła sobie piwo, co spotkało się z wyraźną dezaprobatą "dorosłych" i wywołało pomówienia o alkoholizm. Nihil novi;P
Obejrzeliśmy "Woodsman" (nie pisze polskiego tytułu, bo - paradoksalnie - nie pasuje, a tytuł oryginalny MA duże znaczenie) z Kevinem Baconem. Mocny film, chociaż pozornie nic się w nim nie działo. Sceny w parku Andrju nie zniósł i wyszedł. Sama miałam ochotę tak zrobić, albo chociaż zamknąć oczy i zatkać uszy, jak się okazało - niesłusznie zupełnie. W każdym razie polecam!
W robo wszystko już działa, ehhh...czas zacząć robić:
Aha!!! Tak, to była pierwsza impreza od niepamiętnych czasów, gdzie dziewczyny były naprawdę dziewczynami i nic między nogami nie miały. Miały za to przewagę liczebną!!! ;PPP

Friday, November 10, 2006

ciąg dalszy

Wiem, że się powtarzam, wiem. Ale co ja na to poradzę, że znów jest piątek i że niezmiernie mnie to cieszy. Andrju ma teraz jakiś morderczy termin w pracy i wczoraj siedział do późnych godzin wieczornych. Zupełnie jak za starych czasów, on - w robo, ja - w domu, oczy w ścianę. No, nie całkiem tym razem, bo takie sytuacje jednak nie zdarzają się ostatnio zbyt często. Kupiłam sobie "Nic śmiesznego" i prawie się popłakałam ze śmiechu (a propos, mój "zielony trup" już naprawiony i jeździ zupełnie przyzwoicie). Tak mnie film pochłonął, że nie sprzątnęłam kotu kuwety, w efekcie ten świnia bezczelny resztę swoich spraw załatwił pod prysznicem!!! Ooo, nie było kolacji za karę;) I kilka saszetek bedzie musiał poświęcić w zamian za zmarnowany domestos.
Spotkałam też wczoraj dwie papużki - nierozłączki, czyli moją mamę i siostrę. Wyczaiły, że czytam "Dziennik złodzieja" i zaczęły wnikać a co to, a o czym to...I zażyczyły sobie wypożyczenia!!! No nie wiem, czy to dobry pomysł, no nie wiem... Mogą nie znieść tej lektury, a ja przez to stanę sie jeszcze czarniejszą owcą, niż jestem. O tak - będę owcą_doskonale_czarną ;P A może pożyczę im coś innego i wmówię, że to jest to??? Taki "Dziennik Bridget Jones" na przykład, tylko muszę go kupić najpierw. Może się nie zorientują :Jutro na parapetówę idziemy, nietypową taką, bo poza nami będą chyba same małżeństwa. Normalnie odzwyczaiłam się od takich klimatów, a raczej nigdy się do nich nie przyzwyczaiłam :X I w dodatku samochodem... Będzie porządnie! Zadnych esemesów o północy, żadnego alkoholu ani innych eksperymentów. No czasem trzeba się przyzwoicie zachować:PPP

Tuesday, November 07, 2006

jestem małą satelitą, zapierdalam nad orbitą...

...czyli wciąz nic nie robię i nudzę się straszliwie. Chyba wyjdę o 14.00 ;) Samochód do mechanika oddam przynajmniej i do domu wrócę...czym, no czym??? Z Karwin??? Kto po mnie przyjedzie???
Po moich wczorajszych zakupach w mięsnym, wystanych w kolejce rodem z Barei, po wykłoceniu sie z baba, która do tej kolejki chciała wejść bez kolejki dotarłam do domu i zabrałam się za gotowanie - a co, niech będe dobrą żoną chociaż raz na jakiś czas!!! Powstał naprawdę wielki gar żarcia, obiad normalnie na parę dni, a tu Jakub z Tomkiem wparowali z jujitsu, wykończeni, głodni i wszystko zeżarli... Za karę zostali zmuszeni do oglądania z nami "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?", którego to arcydzieła nigdy wcześniej nie widzieli (???!!!???!!!). I co najgorsze - wcale się nie śmiali. No nie wiem, czy ludzie zaledwie kilka lat młodsi już nie kumają tych klimatów???
PS. Chyba wezmę taksówkę!!! Ja naprawdę nie wiem, jak się stamtąd wydostać!!!

Monday, November 06, 2006

i znów...

...poniedziałek. Moja awaria wciąż na swoim miejscu, jest południe a ja nie mam juz czego w internecie sprawdzać. Może znowu obejrzę jakiś film albo coś...Będzie potem Andrju mówił, że oglądam w pracy świństwa, ale co ja na to poradzę, że porządnych, ambitnych arcydzieł nikt na youtubie nie wiesza???
Chyba wyjdę o 15.00...powiem, że do klienta jadę:D
Jestem zmuszona po drodze zakupy zrobić w mięsnym, fuuuu...Ten smród....Te żeberka, płucka, serca, żołądki, nerki, wątróbki, kości...o, i moje ulubione - korpusy kurze!!! Toż to horror jakiś. Zaraz puszczę pawia albo większe rzyganko:/
W sobotę były urodziny W. Ze 30 osób przyszło, z czego chyba 5 podłączyło sie pod mój prezent. Studenci, wiecznie bez kasy, ale za to kwiat polskiego inżynierstwa (przyszły;)).
Siedzieliśmy sobie, piwko piliśmy, jakis bluesowy koncert nawet był - całkiem miło. I wtedy jeden z gości postanowił, że dokona coming out' u i to ja będę jego widownią. Hm. Jako że nie jest to mój bliski znajomy, to pewnie po wytrzeźwieniu pazury obgryza ze stresu i zastanawia się, co ja z tą wiadomością zrobię. Nie powiem, żebym się nie domyślała - ma sie to oko w końcu ;PPP Zeby nie powiedzieć - dar ;)

Friday, November 03, 2006

halołyn

I oto znów minął cały tydzień przerżnięty na pół tzw. halołyn. O tempora, o mores!!! Amerykańskie zwyczaje, psia mać ich...Zatem dla odmiany zrobiliśmy coś dla odmiany i zamiast na Strych poszliśmy straszyć do Bohemy. I nawet siostra moja poszła z nami, zwabiona wizją czekającego na nią tłumu facetów. Przychodzimy i rzeczywiście - siedzą ćmy barowe przy barze i ćmią, zamiast zapolować na jakiś porządny stolik. Na szczęście u góry był już T., który zajął nawet dwa stoliki, więc usadziwszy się zaczęliśmy rytualny proces alkoholizacji. I wtedy do mojej siostry, lat 19, przyczepił się T."oblatywacz - penetrator", lat 32 i zaczął ją normalnie bajerować. WTF???!!! No nie tak to miało być, nie tak!!! Na szczęście mój nieoceniony mąż wystąpił w obronie jej cnoty (?) i wysłał ją taksówką do domu. Zeby nie było na mnie, jak się małolata zacznie źle prowadzić!!! Wystarczy, że już J' a mam na sumieniu, którego - podobno - rozpiłam i pozwoliłam mu przelecieć swoje koleżanki. No żesz, człowiek chciał dobrze...;P
Następnego dnia - święto właściwe, zarządzeniem mojej mamy punkt 11.00 mieliśmy być na cmentarzu. Godzina 11.20 wstajemy, J. patrzy na zegarek i stwierdza - "mamy przerąbane." No fakt. A co tam, dziadek sie przecież nigdzie nie wybiera!!!
W pracy już nie wiem, co mam robić. Od 8 dni nie działa mi program, więc siedzę w sieci, czytam, oglądam i piszę głupoty, przez GG rozmawiam. Miesiąc nie zamknięty, korekty nie zrobione, wpłaty nie przyparowane...eh, i kto to bedzie robił potem wszystko naraz, no kto? Raz dziennie dla porządku dzwonię do informatyka z zapytaniem, czy może już naprawił. Niezmiennie dostaję odpowiedź - NIE. Nie to nie.
Dzisiaj piątek - to najważniejsze:)