Thursday, February 28, 2008

Słownik synonimów.

Pewnego wieczoru, jak to zwykle czynię wieczorami, postanowiłam pójść spać. Kładę się więc, przykrywam i zaczynam odpływać. Wprostboski, niepomny swojego wstawania o 6 rano, siedzi jeszcze przed TV. Leżę sobie, leżę, jest miło, ciepło i przyjemnie aż tu nagle...!!!

Czuję jakieś zęby wbijające mi sie w nogę.

No tak, teoretycznie miły i mruczący kot jak zwykle urządza polowanie na leżącego, tchórz jeden.

Sprzedałam mu kopa i śpię dalej. Aż tu nagle...!!!

Czuję pazury na mojej ręce!!!

Myślę sobie: o ty chooju!!! No, ale przecież nie będę się tak wyrażać brzydko.

Ryczę więc strasznym głosem:

Andrzejku!!! Zabieraj tego penisa!!!

Hm.

Potem myślę sobie, jest wieczór, w domu cisza, sąsiedzi z pewnością musieli to słyszeć.

Yyyy. To było o kocie!!! O kocie!!!

Monday, February 25, 2008

Pewnego dnia będąc na spacerze...

Zgubiłam buty. To znaczy, nie, nie na spacerze, taki tylko tytuł dałam, tak sobie, a co. Reszta to prawda.

A więc: zgubiłam buty, nowe prawie i mało noszone. Normalnie były, a teraz ich nie ma. (w każdym razie dobrze, że to buty, a nie majtki). W domu ich nie ma, no ale chyba bym zauważyła, gdybym jednak zgubiła je na spacerze??? Albo wprostboski by zauważył, jako, że na spacery chadzam głównie z nim???

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... gdzie są te kurewskie buty... proszony jest o kontakt... pilny... czeka nagroda... - skarpetki, co były wsadzone w te buty.

A wieczorem wprostboski mówi: włączę sobie płyte Air. Szuka, szuka, cały stojak przekopał, potem drugi i trzeci, a na końcu jeszcze szafę. Nie ma. I zaraz do mnie - zgubiłaś mi płytę Air!!! No ja rozumiem, że jak się gubi buty, to tym bardziej można płytę, ale żeby tak zaraz???

Tego samego wieczoru wprostboski mówi: sprawdzę sobie coś w encyklopedii. I szuka. Cały regał z książkami przekopał, potem szuflady, szafki kuchenne, nawet pod łóżko zajrzał. No nie ma!!! To encyklopedię też zgubiłaś???

No nie proszę państwa, żeby człowiek raz w życiu zgubił buty, to już go potem o wszystko inne podejrzewać będą, eh.

Wednesday, February 13, 2008

Ciemność widzę.

Po intensywnym, ale jakże miłym weekendzie w równie miłym towarzystwie (dzięki Adasiu:)) Nastąpiła mała katastrofa.

Otóż, jako, że w poniedziałek nie szłam do biura, tylko jechałam w trasę, postanowiłam rano, w domu, sprawdzić sobie pocztę. Włączam komp, łączę się z TP (wiem, wiem, przestarzałe to i w ogóle się nie opłaca), aż tu nagle...

Jak nie jebnie...!

Huk.

Błysk.

Dym.

I smród!!!

I stała się ciemność.

Leżę na podłodze, włos zjeżony, kieca w górze (no dobra, to ostatnie to już konfabulacja, żeby czytelnicy się przejęli i w pełni odczuli dramatyzm sytuacji).

(btw, wujek - a co się teraz musi dziać we Władywostoku!!!)

No tak.

No nieeeeeeee.

Usmażyłam kompa. Upiekłam, zgrillowałam!!!

Myslę sobie - jak ja to powiem wprostboskiemu???

a) sam się spalił, nawet go nie dotknęłam.

b) zabrali prąd, a jak oddali, to się włączył (sam) i spalił.

c) była burza (tylko w Gdyni) i jak grzmotnęło, to ominęło piorunochrony i trafiło w kompa. (profilaktycznie mogłam jeszcze uszkodzić TV, żeby było bardziej autentycznie).

d) mówię prawdę, całą prawdę i tylko prawdę!!! Czyli - się spalił, bo nie podłączyliśMY listwy przepięciowej.

Wygrał wariant D. O, ja frajerka:)

Teraz wypadałoby błysnąć błyskotliwą puentą do całej historii. . Ale skoro elektryka wypaliła mi połowę mózgu, to sobie daruję.