Dzwoni do mnie mój operator tp i pyta: co spowodowało przerwę w połączeniach wychodzących w dniach od...do...??? No żesz...Mówię babie: przerwę spowodowało to, że takowych połączeń nie wykonywano, to chyba jasne??? A baba: ale czy to była jakaś przerwa techniczna czy może pani wyjechała na dłużej??? Wrrr...babo, nie możesz zrozumieć, że nie wykonywano połączeń??? Nie bo nie??? Ze telefon stacjonarny robi raczej za wątpliwej urody dekorację, bo używany jest co najwyżej do wzywania taksówki, a i to nie zawsze!!! No. Robię postępy w gromieniu chyba.
Kupiłam wczoraj kotu zabawkę, bo Andrju mówi, że on taki biedny, nudzi mu się i w ogóle nie ma rozrywek. No to kupiłam mu futrzaną mysz. Kasjerka w tesco mało zawału nie dostała, jak ją zobaczyła na taśmie, bo myślała, że prawdziwa (znaczy się, w ichnich magazynach myszy szaleją?!). Kot w każdym razie zachwycony był, całe pięć minut z myszą latał, podrzucał i pazurami drapał. A potem w całości zeżarł, łącznie z plastikowym korpusem, co był w środku. Zostało z myszy tylko jedno różowe filcowe ucho. Skutek był łatwy do przewidzenia - podczas gdy jedliśmy obiad kot zarzygał pół pokoju, a Andrju na ten widok o mało w jego ślady nie poszedł. Pytanie retoryczne: kto posprzątał???
K. pożyczył nam "Milion dollar baby" i kategorycznie obejrzeć kazał, a my się jakoś nie możemy zebrać, żeby się wziąć i na własne życzenie zdołować. Jedno "Brokeback Mountain" wystarczyło. Mamy czas do piątku, eh...Może ja obejrzę pierwszą połowę, a Andrju drugą??? I poopowiadamy sobie??? Albo włączymy czeski dubbing, wtedy przynajmniej wyjdzie komedia ;)
Kupiłam wczoraj kotu zabawkę, bo Andrju mówi, że on taki biedny, nudzi mu się i w ogóle nie ma rozrywek. No to kupiłam mu futrzaną mysz. Kasjerka w tesco mało zawału nie dostała, jak ją zobaczyła na taśmie, bo myślała, że prawdziwa (znaczy się, w ichnich magazynach myszy szaleją?!). Kot w każdym razie zachwycony był, całe pięć minut z myszą latał, podrzucał i pazurami drapał. A potem w całości zeżarł, łącznie z plastikowym korpusem, co był w środku. Zostało z myszy tylko jedno różowe filcowe ucho. Skutek był łatwy do przewidzenia - podczas gdy jedliśmy obiad kot zarzygał pół pokoju, a Andrju na ten widok o mało w jego ślady nie poszedł. Pytanie retoryczne: kto posprzątał???
K. pożyczył nam "Milion dollar baby" i kategorycznie obejrzeć kazał, a my się jakoś nie możemy zebrać, żeby się wziąć i na własne życzenie zdołować. Jedno "Brokeback Mountain" wystarczyło. Mamy czas do piątku, eh...Może ja obejrzę pierwszą połowę, a Andrju drugą??? I poopowiadamy sobie??? Albo włączymy czeski dubbing, wtedy przynajmniej wyjdzie komedia ;)
