Monday, January 29, 2007

Jakoś tak sie dziwnie złożyło, że w piątek wypuściliśmy się w miasto we trójkę z K. Po wyjeździe J.'a, który był niejako towarzyskim spoiwem ludzie się rozleźli gdzieś w niewiadomych kierunkach tego wieczoru. Może w ogóle z domu nie wyszli, bo ich nie spotkaliśmy, a jak wiadomo, Gdynia małym miastem jest i na znajomych można się natknąć zawsze i wszędzie. Najczęściej na tych, których się akurat nie chce widzieć never ever again, czyli ex maści wszelkiej. (nie, nie chodzi tylko o TEN rodzaj ex ;P). No w każdym razie wylądowaliśmy na Strychu, który - podobno - jest najstarszą knajpą w tym mieście :O No, ogrzewania nie ma żadnego, więc stary lokal musi być ;P Po wypiciu dwóch piw (tylko dwóch, ale litrowych;)) pojechaliśmy do domu, bo obsługa, jak zwykle, kazała nam się o 1.00 wynosić, jako że zamykali, skurczybyki leniwe. Wieczór bardzo miły, chociaż tylko we trójkę spędzony - no jest to częsta konfiguracja towarzyska u nas, mnie nie przeszkadza, chociaż im więcej, tym weselej;P Sjestra moja udała chorą i nie przyszła, bo się pewnie bała K., a W. sprowadził sobie na noc laskę dopiero co wyjechanego J.'a, świnia jeden. ;D
Rano Andrju obudził się nieżywy i jako taki zalagał w łóźku do późnego popołudnia. Nie wiem czy się cieszyć czy płakać, że ja w ogóle nie miałam kaca, bo to podobno krok do alkoholizmu. A może już alkoholizm, no nie wiem. Nie tylko, że kaca nie miałam - wstąpiły we mnie siły nadprzyrodzone!!! Przemeblowałam chałupę i porządki generalne w szafach zrobiłam, a co. Takiego miałam speeda. Hm. Muszę rozważyć spożywanie większej ilości strychowego piwa, bo dobrze mi robi ;P
A poza tym święto - moje zamówienie empikowe sześć razy anulowane za siodmym razem zrealizowano :O Wmawiam sobie, że specjalnie dla mnie sprowadzili egzemplarz z drugiego końca świata, żeby klientkę swoją najbardziej upartą uhonorować;P

0 Comments:

Post a Comment

<< Home