Friday, January 05, 2007

po przerwie

Pisać oczywiście, nie zabronili, ale co urlop, to urlop:] Swięta, święta i po świętach:] Jesteśmy z Andrju nieprzyzwoicie objedzeni, dlatego od kilku dni jedziemy na sałatkach (mój tata by się załamał, że zielskiem chłopa karmię ;))
Prezenty, oczywiście, były, a co. Przykładowo - od J.'a dostaliśmy prezerwatyw maści wszelkiej sztuk 40. Nie wiem, czy będą użyte zgodnie z przeznaczeniem, bo może to jest zemsta??? Za te czekoladowe, co mu kiedyś kupiliśmy i się rozpękły??? A że miał gówniaż 18 lat dopiero, to przez jakiś czas miał traumę. Mniejsza o to, jak się objawiała, nie wnikałam ;P Zatem w/w ogumienie dekoruje nam obecnie blat kuchenny, ułożone ładnie w misce na owoce celem szokowania gości. A raczej odwiedzającej nas rodziny z pokolenia wyżej ;P
Dostaliśmy też krajalnice elektryczną (???). Jak Andrju niegrzeczny będzie, to...;P
Tyle o świętach. W przerwie między latałam intensywnie na aerobik. Takie poczucie winy miałam. Sylwester, hmmm...Dzień przed dowiedzieliśmy się, że impreza ma być przebierana, no żesz...Temat dowolny na szczęście. Po początkowym buncie ("nie nie nie, nie przebierzemy się!!!") postanowiliśmy wykombinować sobie przebrania, które - w razie czego - można łatwo zdemontować. Padło na lata 40. Andrju został H. Bogartem a ja jego laską. Specjalnie pojechaliśmy do klifu zanabyć mu kapelusz nawet :) Ja sobie pożyczyłam boa z piór, siatkowe rękawice i kabatetki, zaopatrzyłam się w lufę i Chesterfieldy i było ok. Jak się okazało, przebrali się wszyscy, więc dobrze, że się nie wyłamaliśmy. Od mojej mamy pożyczyliśmy elegancką czarną pelerynę, w którą to ubrał się W. Mama pyta, za co się przebrał??? (nie wiecie, elegancka, czarna, bla, bla, bla). No jak za co. Za pastucha!!! I dokładnie tak wyglądał. Trójmiejski styl imprezowania - gospodarz kazał się stawić o godzinie 19. O 22 impreza była już rozkręcona, towarzystwo pijane i odurzone nie wiem czym jeszcze. Mniej więcej o tej porze rozmawiałam z A., który dopiero na impreze jechał. Warszawski styl imprezowania;D
O godzinie 3 postanowiliśmy z Andrju zwinąć się do domu. A że zamówienie taksówki, było, jak co roku, niemożliwością, wymyśliliśmy bardzo mądrze, że wracamy piechotą. Jak pójdziemy obwodnicą, to za 1,5 godziny będziemy na miejscu. (durni, durni, durni!!!) Na szczęście jakiś litościwy taksówkarz akurat przejeżdżał, więc spacer został nam oszczędzony, uf.
A teraz znowu arbeit, arbeit...eh. Te niedobory spać mi nie dają ostatnio, no skąd ich tyle?????????????

0 Comments:

Post a Comment

<< Home