Monday, January 22, 2007

No to żeśmy zaszaleli:P W piątek wieczorem wpadli do nas K. i W. ubrani jak zwykle jak taternicy i poinformowali, że teraz jesteśmy juz tylko ich znajomymi skoro J. wyjechał i zarządzili Sopot. Club70 okazał się lokalem dla gówniarzy ze średnią wieku 18 LOL. Czyli, cytując W.: najstarszy był Andrju, potem ja, potem W. i K., następnie barmanka, DJ i ochrona, potem długo, długo nic i potem reszta gości. Mi tam aż tak nie przeszkadzał ów fakt, jako że może byłam najstarsza, ale na pewno nie najbrzydsza - krem pod oczy rulezzz;PPP Za to Andrju poczuł się nieco...hmmm...emerycko z tą całą swoją trzydziestką. Moim zdaniem niesłusznie, bo niczym się od gówniarzy nie różnił . Przypomniało mi się nawet zdarzenie 2 lata temu u fotografa, który wziął go za gówniarza wyrabiającego pierwszy dowód ;P Tak więc lokal był jaki był, ale za to muzyka!!! Zaczęli od sztandarowych: YMCA, I'm so exited, I will survive, It's rainin' man itd. itp. (lokal niebranżowy zaznaczam, a ostatni raz takie hity słyszałam w Utopii)Zabrakło tylko mojego faworyta czyli I'm coming out żebym się mogła na podium przy rurze outować. A co tam, i tak tam wlazłam. Ale K. odstawiał na rzeczonej rurze takie figury, że gdzie mnie do niego. Niektórzy faceci są z natury rzeczy gibkobiodrzy, czego to dowodzi, hm. Po jakimś czasie muzyka się zmieniła i poleciały kawałki przy których bawiłam się pacholęciem będąc w liceum. Hmmmm....no cóż, MOJE dawne hiciory jako przeboje starszych nastolatków teraz, o tempora, o mores!!! No musiałam, musiałam iśc tańczyć po prostu.
O słusznej godzinie 1.09 zwinęliśmy się do domu, jako że na drugi dzień nie tylko mnie czekało driverowanie.
Sobota była dniem z założenia przeznaczonym na jedzenie i odpoczywanie, jako że byliśmy u teściów. Dziwnie tak siedzieć w fotelu i dawać się karmić, ale ile razy chciałam wstać i pomóc, to teściowa zdecydowanie - ty odpoczywaj!!! Czasem fajnie tak:) W nocy lunatykiem będąc zabrałam Andrju poduszkę, tak że ja miałam 3, a on ani jednej. I jeszcze protestowałam, jak chciał mi odebrać, co jego:)
A tak w ogóle zastanawiam się, co się z moimi pierwotnymi znajomymi z 3city porobiło. Połowa wyjechała. Druga połowa się pohajtała i uważa, że wychodzić już nie wypada. Trzecia połowa się obraziła na czwartą i nie można brać pod uwagę niektórych konfiguracji towarzyskich planując wieczór. A piąta połowa się puszcza, więc szóstej połowie wstydzi się w oczy spojrzeć i nie przychodzi. No paranoja jakaś.

1 Comments:

Blogger Morph said...

koncowka posta to same ciotki normalnie... ;]

11:58 AM  

Post a Comment

<< Home