Tuesday, February 27, 2007

:X

Andrju oskarżył mnie wczoraj, że go chciałam otruć i to juz drugi raz. No bo było tak: zrobiłam przechooj dobry obiad, muszle makaronowe zapiekane z warzywami, mięsem, sosem i serem - no zajebiste wyszło. Zjedliśmy, aż tu nagle patrze, a Andrju w górnej połowie twarzy spuchł i sczerwieniał oraz dziwnie się poczuł. Zaglądam do apteczki - żadnego wapna any zyrteca, a że piwko sobie wypiliśmy, to wyjazd do apteki odpadał. No zgroza, po chwili dołączyły się czerwone oczy i uszy, a opuchlizna wyglądała jak nadczołowy nawis u jakiego troglodyty.
Reakcja trwała jakąś godzinę, po czym wszystko w cudowny sposób ustąpiło. Hm. Nie gotuję więcej, no chyba, że dla siebie, bo mi nic nie było.
I tak dobrze, że cała sprawa nie skończyła się tak, jak kilka lat temu, gdy Andrju po nieświeżej rybie prawie zszedł. Więc nieprawdą jest, że niby u nas nad morzem zawsze świeże ryby i w ogóle.
A może to zemsta niebios była za nazwanie mnie tyranem??? ;PPPPPPPPPPP

Monday, February 26, 2007

Po tygodniowej przerwie (nie licząc półgodzinnego wysyłania maila wczoraj) dorwałam się wreszcie do kompa. W pracy, oczywiście. Co za tydzień. Wyjazd służbowy mnie wykończył, ale i pozostawił niejaką satysfakcję - kiedy JA coś organizuję, to nie ma tego typu wpadek, jakie miały miejsce w centrali. Nie chce mi się nawet pisać, co to było, ale tu, w Sopocie - nie do pomyślenia, o!!! Na szczęście nasi "kluczowi + liderzy opinii" dostali na koniec dużo dobrego żarcia (i alkoholu), więc, chyba - a przynajmniej częściowo - o wcześniejszych wpadkach zapomnieli. A może sie łudzę tylko. Powtórka z rozrywki będzie u nas i na głowie stanę, żeby żadnego foyer nie było:)
Z pracowniczej imprezy wyrwałam się godzinę przed zakończeniem, żeby się spotkać z towarzystwem nieco młodszym i nie tak wystrojonym, tzn. nie w wieczorowych sukniach a la sylwester w remizie. Po kilku kieliszkach wina i wysłuchaniu kilku zabawnych historii postanowiliśmy z kolegą Adamem zmienić lokal i udać się do Toro, a co:) Rodzinie powiedziałam potem, że byłam w lokalu, w którym niejaki pan S.M. (coż za inicjały tak BTW!!!) hiffa ludziom zapodawał, co wywołało w mojej rodzinie powszechne przerażenie. Uspokoiłam ich, że tym razem tego pana nie było, ale i tak patrzą na mnie podejrzliwie.
Do hotelu dotarłam ok. godziny 4 rano (jesoo, jakie tam mają tanie taksówki!!! Rozmowy mojej z taksówkarzem już nie przytoczę, bo dostałam nagłego ataku sklerozy), a pracownicy wraz z klientami chleją w hotelowym barze. Kobity przekrój wiekowy 50-70 zataczające się wzdłuż korytarzy to widok naprawde niecodzienny;)
Jadąc na adrenalinie całe dwa dni nie zauważyłam, jak jestem zmęczona. W czwartek o 6.30, kiedy zadzwonił budzik, chciałam umrzeć!!! W rezultacie po prostu wzięłam dzień wolnego. Należy mi się w końcu:)
A w weekend spokój, cisza, żadnych imprez - no sielanka po prostu:)

Friday, February 16, 2007

quick update

Ciąg dalszy lubię-nie lubię:)
Nie cierpię jeździć z samochodem do mechanika, no nie cierpię. Z takim politowaniem tam na mnie patrzą, eh. "A sprawdzała pani poziom płynu w chłodnicy??? Nie??? A wie pani, gdzie w ogóle jest chłodnica??? Nie???!!!" No, teraz już wiem. Wiem nawet, jak się olej sprawdza. Poziom oleju znaczy się. Człowiek się całe życie uczy. Andrju od dwóch miesięcy prosi mnie, żebym pojechała do lakiernika. I w końcu - po tych dwóch miesiącach - doczekał się. Zadzwoniłam (oj, ciężko mi to przyszło!!!) i umówiłam się na następny piątek. Pytam gościa - na którą??? A on na to - niech pani przyjedzie, jak się pani wyśpi, młode dziewczyny to lubią spać. Znaczy się, w pojęciu pana mechanika, generalnie nie robię w życiu nic, tylko śpię i samochodem jeżdżę. :/// Zeby to jeszcze dobry samochód był...

Ciąg dalszy ciągów dalszych, czyli dalszy ciąg historii rodzinnego skandalu dotyczącego TEGO filmu, który pożyczyłam mojej mamie. Otóż, mama moja pożyczyła film swojej siostrze. Siostra, czyli ciotka moja lat 50, trzyma go już miesiąc i do tej pory nie obejrzała. Powód? Mąż jej NIE POZWOLIł :O Zobaczył okładkę i "nie w moim domu", "nie życzę sobie" i w ogóle "over my dead body". Hahaha. Ciotka czeka zatem, aż obowiązki wezwą go na statek na kolejne pół roku, żeby sobie w spokoju obejrzeć. I oto kolejny powód, dla którego jestem w tej rodzinie czarną owcą. Więcej nawet - wszyscy moi koledzy stali się PODEJRZANI. I Andrju też :O

A w niedzielę zapowiada się rodzinna impreza - i to u nas. Posprzątać trzeba. Może Ukrainkę jaką zawezwać??? Bo w przeciwieństwie do niektórych, nie mam takiej swojej własnej ;PPP

Thursday, February 15, 2007

Są pewne rzeczy, które lubię robić.
Na przykład.
Lubię - jako kierowca - ustępowac miejsca karetkom razem z innymi. Czuję sie wtedy jak część jakiejś większej całości.
Lubię - jako kupujący - patrzeć w kolejce do kasy, co gawiedź wokół kupuje. Myślę sobie wtedy - oj, gawiedzi, gawiedzi, jak ty się fatalnie odżywiasz!!! I czuję się wyjątkowo ;P
Lubię jeździć samotnie samochodem po ciemku i słuchac muzyki - nigdzie się tak dobrze nie myśli, jak właśnie w takim momencie. Czasem tylko nie pamiętam, jaką drogą jechałam przez to całe myślenie, hm.

Nie lubię - nienawidzę - szlag mnie trafia - i krew zalewa, kiedy:
rowerzysta jedzie ulicą, podczas gdy równolegle biegnie piękna ścieżka rowerowa!!! Mam ochotę rozjechać. Albo wystawić rękę przez okno i popchnąć. Albo przejeżdżając obok otworzyć drzwi - trafiony zatopiony!!!
Rowerzysto pamiętaj - JA czuwam!

Wednesday, February 14, 2007

Nie mogę normalnie przychodzić do tego biura. Jest tu tak cholernie, kurewsko, przeokropnie zimno, że nie mogę wytrzymac. Piec chodzi, elektryczny grzejnik chodzi, co z tego, skoro w oknach (stuletnich!!!) centymetrowe szpary i popękane szyby (od czasu sławnego trzęsienia ziemi na Pomorzu). Oj, zapłaci moje szefostwo rachunek za energię w tym miesiącu, oj będzie bolało. :) Wychodząc stąd mam poczucie, jakbym połknęła wielka bryłę lodu, która zalegając w moim żołądku wysyła swoje zimne fluidy do każdego zakątka mojego sinego z zimna ciała, eh. Nie pomaga gorąca herbata. Z miodem nawet.
A tu jeszcze sjestra moja chora poprosiła, żeby ją do lekarza zawieźć. Wchodzimy do poczekalni dla DZIECI (siostro, no czas najwyższy chyba się przepisać do dorosłego lekarza, co?), a tam tłum kaszlących, kichających i zawodzących niemowlaków. Połączenie tego z moim wcześniejszym zmarznięciem zaowocowało katarem i niemożnością wyjścia spod dwóch kołder i koca przez cały wieczór. A ten bezwstydny Andrju siedział sobie niemalże goło i mówił, jak to mu w tym domu ciepło, wrrr.
Zabiła mnie dzisiaj jedna z klientek normalnie. Mówi: byłam wczoraj u pani około 17, ale nikogo nie zastałam. Odpowiadam: może to dlatego, że pracuję do 16. A ona na to: to pani tam nie mieszka???
No nie mogę, nie mogę... pierwszy raz klient dzwoni z pretensją, że nie mieszkam w biurze... Rozumiem, firma jest w kamienicy itd., ale to chyba nie znaczy, że mam się tu wprowadzić??? No, chyba, że mnie Andrju kiedyś wywali, czego sie w najbliższym czasie nie spodziewam raczej.
Dostałam dziś z firmy oficjalne pismo podpisane i podstęplowane przez szefa, mówiące, że braki moje magazynowe na kwotę 45 tys. zł. (?!) z powodu braku możliwości ich wyjaśnienia umorzone zostają. Jesoo, nie musze więc iść sie puszczać za pieniądze żeby firmie dług spłacić. Zresztą, Andrju by nie pozwolił i w całej swojej rycerskości poszedłby się puszczac sam. To już nie wiem, co lepsze.
Pierwsze życzenia z okazji święta murarza dostałam już o 8 rano. Brzmiały one: "w dupie mam amerykanskie walentynki, wole noc świętojańską. Dlatego nie wysyłam życzeń." Podpisano - Magik. Jak miło:)
A za tydzień do warszawki. Mam nadzieję, że przeżyję spotkanie z tymi wszyskimi babskami i że uniknę obcałowywania się z nimi, brrr.

Monday, February 12, 2007

W mojej książce skarg i zażaleń pojawiła się ostatnio nota, że zbyt rzadko coś tu pisze i że raz na tydzień to zdecydowanie za mało, hm. No więc - obiecuję wziąć pod uwagę powyższą uwagę.

Ale jak tu pisac częściej, skoro ostatnio głównym moim zajęciem jest spanie??? Wszelka inna aktywność koncentruje się raczej wokół weekendów. No, nie wszystkich. Miniony, na ten przykład, należał do wybitnie spokojnych. W piątek pojechaliżmy odwiedzić T., który symulując chorobę siedział przez ostatni tydzień w domu. Wygląda na to, że dobrze jest kumplować się z zakładowym lekarzem i na wódkę go zapraszać - bo i zwolnienie wystawił i antybiotyki przepisał, których to pod żadnym pozorem przyjmowac nie kazał. Pojechaliśmy, niestety, samochodem, jako że T. mieszka w jakiejś dziwnej, daleko położonej dzielnicy. Ja oczywiście, żadnych %, zatem humor mój był taki sobie, ale robiłam tzw. dobrą minę. T. kupił sobie nową lodówkę, w chooj wielką, z zamrażalnikiem i w ogóle. Teraz nie ma jej gdzie wstawić, bo miejsca nie przewidział. Na pytanie, po co facetowi, który mieszka sam taki wielki grzmot, odpowiedział - no bo jak wielki garnek z zupą będę miał, to gdzie go wstawię? Przecież nie na balkon...
Pytanie tylko, gdzie on znajdzie tak naiwną babę, żeby mu te wielkie garnki zupy gotowała...;)

Następnego dnia poszliśmy wieczorem NIGDZIE bo jakoś tak K. chory, a wysilac się i szukać zastępstwa nie bardzo nam się chciało. Zresztą, same chłopy dookoła ostatnio, no żesz... po przeliczeniu moich koleżanek płci żeńskiej wyszło mi, że z 4 ostały się ino 2 plus jedna wirtualna. Od koleżanki M. sama uciekłam w podskokach, a koleżanka A. uciekła z własnej woli i to nie tylko ode mnie, ale od całej reszty znajomych. Dziwne to jakieś takie. A co tam.

Czytam sobie czasem to, co sama piszę i normalnie myślę sobie no niee... tylko imprezy, wyjścia, piwko z tym czy tamtym - no czas spoważnieć. Zaczynam więc pisac o życiu. Może nawet pofilozuję sobie trochę.

Ażeby do tak poważnych tematów, jak zycie, dojrzeć, kupiliśmy sobie wczoraj z Andrju Absynt i postanowiliśmy wprowadzić się w nastrój. Zgodnie z przepisem laliśmy po cukrze, dodaliśmy wody i wypilismy. Jesoo, jakie mocne :X Andrju złapał klimat z epoki, wyciągnął skądś wiersze Leśmiana i czytać zaczął. W pijacko - piołunowym odurzeniu uznał nawet, że napisałby lepsze, albo te, co już powstały skonstruowałby zupełnie inaczej. Kochanie - pisz więc!!! Będę Twoją fanką, będę jeździć na Twoje wieczorki autorskie jako gruppie, o ile tak to sie nazywa w przypadku poetów ;)

Sztuka, a co. Będziemy z Andrju tworzyć sztukę. Zadzwonił do nas w piątek prezes pewnej poważnej firmy i zlecił zadanie, przy którym będziemy mogli się artystycznie wyżyć. O ile się nie pozabijamy wydzierając sobie nawzajem aparat ;PPP A co. Sztuka wymaga ofiar ;)

Wednesday, February 07, 2007

Proszę, proszę, środa już, a ja weny twórczej nie miałam przez ostatnie dni. Nuda, panie, nic się nie dzieje, nikt nie molestował, nikt mnie nie potraktował jak informację telefoniczną, nikt nie podejrzewał o sklepową kradzież. Nawet kot nie rzygał. Spokój i sielanka.
W piątek tradycyjnie - Strych, ale tym razem odkurzyliśmy stare znajomości, odkładając chwilowo na bok nowe. Tomek przyprowadził dwie laski, z czego jedna jest jego byłą, a druga mu się nie podoba. Pośmiali się, popili i zawezwali taxi do domu, a konkretnie do sypialni. A tyle razy sobie obiecywałam, że autobusem. Albo skm. No żesz. Tomek swoją byłą zabrał do domu na noc, a drugą wcisnął nam. Do taksówki.
W sobotę M. postanowiła nam przedstawić swojego całkiem świeżego chłopa, którego przytargała aż z południa :O Zatem - pierwszy raz od 23 lat, czyli od początku znajomości naszej wyszliśmy w miasto w konfiguracji 2+2 :O Nie pomnę faktu, że bez zrobienia rezerwacji w sobotę w tym mieście nie ma sensu się pchać gdziekolwiek, bo tłum dzikich okupuje nawet najgorsze i najbardziej upadłe mordownie. Zrobiliśmy sobie zatem przymusowy clubbing, przebywając w każdym lokalu średnio 30 sekund. w końcu trafilismy do Cafe Monika - wypas sprzed 10 lat, zamykany o 22.00, wódki nie mają. Po zamknięciu lokalu clubbingu ciąg dalszy, wymiotło nas aż do Tygla, chyba ze 2 kilometry dalej. Na moich 10 cm obcasach przesadziłam ten odcinek lekko niczym hm hm, no nie wiem co. Sport to zdrowie. W Tyglu sie nie tańczy - nie ma miejsca. Wszystko szczelnie zastawione stolikami, ale za to jest DJ... DJ gra niemożebnie głośno, więc rozmawiać też się nie da. Zatem - w Tyglu się siedzi. I pije. Doskonałe miejsce na samotne wypady, można sobie nawet postawić lusterko i do niego gadać. No, samego siebie chyba człowiek usłyszy???
Przy niedzieli - obiadek w osiedlowym barze, zwykła rzecz, jak zawsze w weekend. Ale nie tym razem. Siedze sobie siedzę, czekam na mój dietetyczny kebeb, popijam herbatkę. I nagle wchodzi ON... no zatkało mnie normalnie... Ale od początku.
Był sobie kiedyś (i pewnie jest nadal) portal o znakomitej nazwie gaylife.pl vel highlife.pl (to wersja dla logujących sie w pracy ;)). Na tym oto portalu profil miałam, ze zdjęciem nawet, a co. Przeglądam sobie kiedyś inne konta leniwie, jako że się nudziłam i trafiam na kolesia wspomnianego powyżej. O, jak miło, myślę sobie. Ziom z dzielni, a nawet z podstawówki mojej. Zawsze taki zabiedzony jakiś, wypłoszony, a na profilu opis bla bla bla, wzrost, waga, zainteresowania, szukam takiego a takiego.... preferowany rodzaj seksu - anal, oral, rimming, bondage...itd., itp. no ok, co kto lubi, myśle sobie i zapominam o sprawie.
Ale on wchodzi do baru, w którym obiad jem. Z żoną. I dzieckiem. No nieeeeeeeee..... Mało rzeczy mnie szokuje, ale normalnie mnie zatkało.

Thursday, February 01, 2007

Stoję sobie wczoraj w kolejce do bankomatu, stoję, aż tu nagle czuję ciężar na plecach. Odwracam się i patrzę, jakiś facet napiera. Nawet nie, żeby jakiś żul, pijak czy coś. Porządnie ubrany, garnitur, złoty rolex podrabiany zapewne, ok. 35 lat, nawet na oko może być. I normalnie napiera na mnie, wydając przy tym dziwne dźwięki, jakieś takie pomrukiwania i chrząknięcia. Ja - krok w przód. On - też. Ja - odwracam się, posyłam mu spojrzenie_które_zabija i znowu krok w przód. On dalej za mną. Hm. Andrju mówił potem, że to normalnie molestowanie seksualne było i ja teraz ofiara jestem. No żesz, żebym ja wiedziała wtedy, że on mnie seksualnie molestuje, to bym mu odwinęła z liścia, a tak to stałam i nic i tylko śmiać mi się chciało z tego chrząkania i tego rolexa podrabianego. Mógł mnie uprzedzić, dziad, że zamierza molestować, może poczułabym sie odpowiednio do zaistniałej sytuacji, eh. Matkoscorkom, może mnie częściej tak molestowali, a ja mało spostrzegawcza jestem???