Monday, February 12, 2007

W mojej książce skarg i zażaleń pojawiła się ostatnio nota, że zbyt rzadko coś tu pisze i że raz na tydzień to zdecydowanie za mało, hm. No więc - obiecuję wziąć pod uwagę powyższą uwagę.

Ale jak tu pisac częściej, skoro ostatnio głównym moim zajęciem jest spanie??? Wszelka inna aktywność koncentruje się raczej wokół weekendów. No, nie wszystkich. Miniony, na ten przykład, należał do wybitnie spokojnych. W piątek pojechaliżmy odwiedzić T., który symulując chorobę siedział przez ostatni tydzień w domu. Wygląda na to, że dobrze jest kumplować się z zakładowym lekarzem i na wódkę go zapraszać - bo i zwolnienie wystawił i antybiotyki przepisał, których to pod żadnym pozorem przyjmowac nie kazał. Pojechaliśmy, niestety, samochodem, jako że T. mieszka w jakiejś dziwnej, daleko położonej dzielnicy. Ja oczywiście, żadnych %, zatem humor mój był taki sobie, ale robiłam tzw. dobrą minę. T. kupił sobie nową lodówkę, w chooj wielką, z zamrażalnikiem i w ogóle. Teraz nie ma jej gdzie wstawić, bo miejsca nie przewidział. Na pytanie, po co facetowi, który mieszka sam taki wielki grzmot, odpowiedział - no bo jak wielki garnek z zupą będę miał, to gdzie go wstawię? Przecież nie na balkon...
Pytanie tylko, gdzie on znajdzie tak naiwną babę, żeby mu te wielkie garnki zupy gotowała...;)

Następnego dnia poszliśmy wieczorem NIGDZIE bo jakoś tak K. chory, a wysilac się i szukać zastępstwa nie bardzo nam się chciało. Zresztą, same chłopy dookoła ostatnio, no żesz... po przeliczeniu moich koleżanek płci żeńskiej wyszło mi, że z 4 ostały się ino 2 plus jedna wirtualna. Od koleżanki M. sama uciekłam w podskokach, a koleżanka A. uciekła z własnej woli i to nie tylko ode mnie, ale od całej reszty znajomych. Dziwne to jakieś takie. A co tam.

Czytam sobie czasem to, co sama piszę i normalnie myślę sobie no niee... tylko imprezy, wyjścia, piwko z tym czy tamtym - no czas spoważnieć. Zaczynam więc pisac o życiu. Może nawet pofilozuję sobie trochę.

Ażeby do tak poważnych tematów, jak zycie, dojrzeć, kupiliśmy sobie wczoraj z Andrju Absynt i postanowiliśmy wprowadzić się w nastrój. Zgodnie z przepisem laliśmy po cukrze, dodaliśmy wody i wypilismy. Jesoo, jakie mocne :X Andrju złapał klimat z epoki, wyciągnął skądś wiersze Leśmiana i czytać zaczął. W pijacko - piołunowym odurzeniu uznał nawet, że napisałby lepsze, albo te, co już powstały skonstruowałby zupełnie inaczej. Kochanie - pisz więc!!! Będę Twoją fanką, będę jeździć na Twoje wieczorki autorskie jako gruppie, o ile tak to sie nazywa w przypadku poetów ;)

Sztuka, a co. Będziemy z Andrju tworzyć sztukę. Zadzwonił do nas w piątek prezes pewnej poważnej firmy i zlecił zadanie, przy którym będziemy mogli się artystycznie wyżyć. O ile się nie pozabijamy wydzierając sobie nawzajem aparat ;PPP A co. Sztuka wymaga ofiar ;)

3 Comments:

Blogger Morph said...

przeszedl mnie dreszcz na widok litery T. w imieniu.
oraz tez fanem bede. zrobie wprostboski promo tour ;]

2:07 PM  
Blogger karola said...

Jakie inne imię może się pod tą literą ukrywać??? Ale ten te należy do tych 20% hetero, którzy je noszą.
Będziemy razem fanami - grouppies znaczy się!!! Nie wiem tylko, czy potrafisz tak wysoko piszczeć, jak ja ;)

12:39 AM  
Anonymous Anonymous said...

To chyba kwestia dostatecznie ciasnych spodni;)

1:31 AM  

Post a Comment

<< Home