Proszę, proszę, środa już, a ja weny twórczej nie miałam przez ostatnie dni. Nuda, panie, nic się nie dzieje, nikt nie molestował, nikt mnie nie potraktował jak informację telefoniczną, nikt nie podejrzewał o sklepową kradzież. Nawet kot nie rzygał. Spokój i sielanka.
W piątek tradycyjnie - Strych, ale tym razem odkurzyliśmy stare znajomości, odkładając chwilowo na bok nowe. Tomek przyprowadził dwie laski, z czego jedna jest jego byłą, a druga mu się nie podoba. Pośmiali się, popili i zawezwali taxi do domu, a konkretnie do sypialni. A tyle razy sobie obiecywałam, że autobusem. Albo skm. No żesz. Tomek swoją byłą zabrał do domu na noc, a drugą wcisnął nam. Do taksówki.
W sobotę M. postanowiła nam przedstawić swojego całkiem świeżego chłopa, którego przytargała aż z południa :O Zatem - pierwszy raz od 23 lat, czyli od początku znajomości naszej wyszliśmy w miasto w konfiguracji 2+2 :O Nie pomnę faktu, że bez zrobienia rezerwacji w sobotę w tym mieście nie ma sensu się pchać gdziekolwiek, bo tłum dzikich okupuje nawet najgorsze i najbardziej upadłe mordownie. Zrobiliśmy sobie zatem przymusowy clubbing, przebywając w każdym lokalu średnio 30 sekund. w końcu trafilismy do Cafe Monika - wypas sprzed 10 lat, zamykany o 22.00, wódki nie mają. Po zamknięciu lokalu clubbingu ciąg dalszy, wymiotło nas aż do Tygla, chyba ze 2 kilometry dalej. Na moich 10 cm obcasach przesadziłam ten odcinek lekko niczym hm hm, no nie wiem co. Sport to zdrowie. W Tyglu sie nie tańczy - nie ma miejsca. Wszystko szczelnie zastawione stolikami, ale za to jest DJ... DJ gra niemożebnie głośno, więc rozmawiać też się nie da. Zatem - w Tyglu się siedzi. I pije. Doskonałe miejsce na samotne wypady, można sobie nawet postawić lusterko i do niego gadać. No, samego siebie chyba człowiek usłyszy???
Przy niedzieli - obiadek w osiedlowym barze, zwykła rzecz, jak zawsze w weekend. Ale nie tym razem. Siedze sobie siedzę, czekam na mój dietetyczny kebeb, popijam herbatkę. I nagle wchodzi ON... no zatkało mnie normalnie... Ale od początku.
Był sobie kiedyś (i pewnie jest nadal) portal o znakomitej nazwie gaylife.pl vel highlife.pl (to wersja dla logujących sie w pracy ;)). Na tym oto portalu profil miałam, ze zdjęciem nawet, a co. Przeglądam sobie kiedyś inne konta leniwie, jako że się nudziłam i trafiam na kolesia wspomnianego powyżej. O, jak miło, myślę sobie. Ziom z dzielni, a nawet z podstawówki mojej. Zawsze taki zabiedzony jakiś, wypłoszony, a na profilu opis bla bla bla, wzrost, waga, zainteresowania, szukam takiego a takiego.... preferowany rodzaj seksu - anal, oral, rimming, bondage...itd., itp. no ok, co kto lubi, myśle sobie i zapominam o sprawie.
Ale on wchodzi do baru, w którym obiad jem. Z żoną. I dzieckiem. No nieeeeeeeee..... Mało rzeczy mnie szokuje, ale normalnie mnie zatkało.
W piątek tradycyjnie - Strych, ale tym razem odkurzyliśmy stare znajomości, odkładając chwilowo na bok nowe. Tomek przyprowadził dwie laski, z czego jedna jest jego byłą, a druga mu się nie podoba. Pośmiali się, popili i zawezwali taxi do domu, a konkretnie do sypialni. A tyle razy sobie obiecywałam, że autobusem. Albo skm. No żesz. Tomek swoją byłą zabrał do domu na noc, a drugą wcisnął nam. Do taksówki.
W sobotę M. postanowiła nam przedstawić swojego całkiem świeżego chłopa, którego przytargała aż z południa :O Zatem - pierwszy raz od 23 lat, czyli od początku znajomości naszej wyszliśmy w miasto w konfiguracji 2+2 :O Nie pomnę faktu, że bez zrobienia rezerwacji w sobotę w tym mieście nie ma sensu się pchać gdziekolwiek, bo tłum dzikich okupuje nawet najgorsze i najbardziej upadłe mordownie. Zrobiliśmy sobie zatem przymusowy clubbing, przebywając w każdym lokalu średnio 30 sekund. w końcu trafilismy do Cafe Monika - wypas sprzed 10 lat, zamykany o 22.00, wódki nie mają. Po zamknięciu lokalu clubbingu ciąg dalszy, wymiotło nas aż do Tygla, chyba ze 2 kilometry dalej. Na moich 10 cm obcasach przesadziłam ten odcinek lekko niczym hm hm, no nie wiem co. Sport to zdrowie. W Tyglu sie nie tańczy - nie ma miejsca. Wszystko szczelnie zastawione stolikami, ale za to jest DJ... DJ gra niemożebnie głośno, więc rozmawiać też się nie da. Zatem - w Tyglu się siedzi. I pije. Doskonałe miejsce na samotne wypady, można sobie nawet postawić lusterko i do niego gadać. No, samego siebie chyba człowiek usłyszy???
Przy niedzieli - obiadek w osiedlowym barze, zwykła rzecz, jak zawsze w weekend. Ale nie tym razem. Siedze sobie siedzę, czekam na mój dietetyczny kebeb, popijam herbatkę. I nagle wchodzi ON... no zatkało mnie normalnie... Ale od początku.
Był sobie kiedyś (i pewnie jest nadal) portal o znakomitej nazwie gaylife.pl vel highlife.pl (to wersja dla logujących sie w pracy ;)). Na tym oto portalu profil miałam, ze zdjęciem nawet, a co. Przeglądam sobie kiedyś inne konta leniwie, jako że się nudziłam i trafiam na kolesia wspomnianego powyżej. O, jak miło, myślę sobie. Ziom z dzielni, a nawet z podstawówki mojej. Zawsze taki zabiedzony jakiś, wypłoszony, a na profilu opis bla bla bla, wzrost, waga, zainteresowania, szukam takiego a takiego.... preferowany rodzaj seksu - anal, oral, rimming, bondage...itd., itp. no ok, co kto lubi, myśle sobie i zapominam o sprawie.
Ale on wchodzi do baru, w którym obiad jem. Z żoną. I dzieckiem. No nieeeeeeeee..... Mało rzeczy mnie szokuje, ale normalnie mnie zatkało.

2 Comments:
z zona i dzieckiem ?
zboczeniec jakis...
musze poznac ;]
m.
Kolega się tak nie ekscytuje.
Osobnik był zezowaty i niedomyty.
Post a Comment
<< Home