Wednesday, October 31, 2007

gdy brak słów, pozostają już tylko przekleństwa

Robię sobie wczoraj zakupy w Sephorze, a że kasy tam trochę przepuściłam (tylko nie mówcie wprostboskiemu;)), to przy kasie dostałam jakieś gratisy. Kobita mówi: a tu pani daję serum przeciwzmarszczkowe, a tu wypełniacz zmarszczek i jeszcze krem przeciwzmarszczkowy pod oczy!!!

No jak to tak??? Ja się spodziewałam próbek kremów dla nastolatek!!! ;P

Wracam do domu i kładę zakupy na podłodze, a ten kot jak nie wskoczy na nie!!! A że nie miałam gdzie ich schować, więc postanowiłam powiesić je na gwoździu. W tym celu wyciągnęłam z szafy kilo gwoździ i młotek i zaczęłam wbijać. Odkryłam podówczas, że to strasznie fajna czynność, takie wbijanie gwoździ, człowiek nie myśli o niczym, tylko bierze gwoździa i wbija!!! A gwóźdź tak gładko...Wszystkim, którzy mają w tym momencie erotyczne skojarzenia oświadczam, że są zboczeni, zwyrodniali i zasługują na ukrzyżowanie!!! A gwoździ mam pod dostatkiem;)

Cały worek gwoździ. Bosz, co ja tak ciągle o tym, co na to Freud??? Oj, czekaj, wprostboski, wrrr ;)

No. Zapowiada się kolejny długi weekend i na dodatek wypełniony imprezami. Tylko te prezenty trzeba kupić znów, niech w tym roku kupi ktoś iny, a ja sie dla odmiany podczepię na krzywy, a co.

A tak w ogóle to nie jestem pewna, czy przeczytam do końca nowego Witkowskiego... Ja wiem, że utalentowany i w ogóle, ale tak jakoś "Barbara..." mi nie idzie. Chyba nie mój klimat. Ale dam mu jeszcze szansę, żeby nie było, w końcu sam prezydent Gdyni nagrodził go za "Lubiewo".

Cieszę się też, że poszłam na Roisin Murphy do Sopotu, bo coś mi się widzi, że będzie miała laska przerwę w koncertowaniu. Jak ona przywaliła w to krzesło, łomatko:O Adaś z tej rozpaczy nie pokazuje się w sieci ostatnio.

No. Dosyć. Zamykam miesiąc i lecę do domu:DDD

Wednesday, October 24, 2007

eh

Taki niby był lajtowy weekend, a wprostboski i tak wziął i się rozłożył. Chory, znaczy się, a chory chłop w domu to... chory chłop w domu:] Podejrzewam, że za mało wódki wypił i nie zabił wszystkich zarazków. Zatem po pracy wiozę go do lekarza, a potem lecę na salsę. Chyba, że znowu Monika się lenić będzie, a samej mi sie też nie będzie chciało.

Wyciągnęłam wczoraj ze skrzynki awizo - nie list, nie paczka, tylko jakaś "inna przesyłka". Pytam wprostboskiego - zamawiałeś coś??? No ja też nie. Bosz, mam jakąś schizę dotyczącą przesyłek poleconych, zawsze mi się wydaje, że to z sądu albo coś i że zamknąć mnie chcą. Nie, żebym miała coś na sumieniu, ale na tym właśnie schizy polegają. Nienawidzę też, jak dzwoni domofon. Albo dzwonek do drzwi. (teraz zepsuty i nie dzwoni, haha). Normalnie, mania prześladowcza!!!

Na rodzinnie zaprzyjaźnionym blogu przeczytałam bardzo interesujący opis "dnia świstaka". No cóż, taki lajf. Przez najbliższe 40 lat, a potem można się wyspać. Problem tylko w tym, że emeryci to już mało śpią. Ale co tam, silną wolą można zdziałać cuda:D

Cieszy mnie niezmiernie też, że wujek na święta będzie, może wprostboski już furą będzie jeździł, więc hmmm... Opłatka na zagrychę jeszcze nie jadłam:)

A prezent dla wujka już wymyślony mam:) Nie powiem, jaki ;PPP Powiem tylko, że nie tyle go wymyśliłam, co przyśnił mi się (chyba na kolację za dużo zjadłam). Zatem - wujek - przybywaj ;P

Monday, October 22, 2007

..............

Po długim i ciężkim tygodniu robienia jak w kopalni oraz latania na fitness celem dalszego pognębiania się (kto o zdrowych zmysłach spędza godzinę w zimnej wodzie???) niespodziewanie w 3city zjawił się Adaś. Nooo, relatywnie nieczęste to wydarzenie. Postanowiłam w ten weekend odpokutować za wszystkie swoje grzechy zaprzeszłe oraz przyszłe i na imprezę pojechaliśmy samochodem. (eh...).

W Niebieskim obsługa powitała nas niezwykle miło i wylewnie, wychodząc nawet zza baru. No proszę, czyżbyśmy się stawali stałymi bywalcami??? :O Poobserwowałam sobie towarzystwo stopniowo wpadające w coraz większe upojenie alkoholowe, a ja na trzeźwiacza, cola, sok, herbata, cola, sok, herbata... Ale i tak tańczyliśmy. Ja to na rurze nawet :O Po naszym wyjściu w lokalu działy się podobno rzeczy haniebne ;P, no ale ja jako osoba porządna, grzeczna i bogobojna nie dopytywałam, jakie. Powtórka z rozrywki nastąpiła w sobotę oczywiście:D

Obowiązek patriotyczny też spełniliśmy, chociaż bez większych nadziei. A tu proszę - niespodzianka :D Przedłużana w nieskończoność cisza doprowadziłaby mnie do szału, gdyby nie nasz litościwy informator ;P Może znowu zacznę oglądać Fakty czy inne Wiadomości, bo przez ostatnie dwa lata nie mogłam się do tego zmusić, taka wielka była w tym kraju żenuła.

Wujek przypomina o 2.11, a tu właśnie się dowiedziałam, że w planach jest także 3.11, czyli urodziny Wiktora (26, czyli goowniarz wciąż;)) :OOO Czy ja to przeżyję, jezusicku... Zaczynam ćwiczyć już dzisiaj:)

Friday, October 19, 2007

;PPP

Andrju zakazał pisać o tych kanapkach i żeby nie dać mi powodu do dalszych opisów, to dzisiaj mi śniadania nie przygotował. Bestia.

A ja sie tak starałam wczoraj w Tesco, żeby odpowiednie składniki kupić. Chodzę sobie, chodzę między półkami z listą (szczypiorek, rzodkiewki itp.) i widzę półkę pod hasłem "warzywa z upraw ekologicznych." No, to coś dla nas, ładne takie, zielone i w ogóle. Ale potem sobie pomyślałam - czy uprawy ekologiczne to nie przypadkiem takie, gdzie rolnik zwykł srywać po grządkach???

To już wolę pestycydy:DDD

Wednesday, October 17, 2007

life makes him crazy...

Wprostboski oszalał. Normalnie, pewnego dnia, wziął i oszalał.

Zaczął do pracy na 8.00 jeździć. Do Gdańska. Wstaje o 6.30, w ciągu 30 minut kąpie się, kawę pije, śniadanie i wychodzi. I jeszcze kanapki do pracy szykuje. Przy okazji dla mnie też, więc akurat ta strona szaleństwa bardzo mi się podoba.:) Zobaczymy, jak długo wytrwa ;PPP

Jezusmariajózefieświęty, jak mi się strasznie, ale to strasznie nic robić nie chce dzisiaj...

Friday, October 12, 2007

:)))))))))))))))

Księgowość do spółki z dyrekcją wyznaczyła mi spotkanie no i znowu spędziłam dwa dni w mieście, w którym wprawdzie żyje się gorzej, niż w moim, no ale bez przesady. Całą drogę nawiedzały mnie ponure myśli że o bosz, znowu ta warszawka, znowu trzeba będzie wypić tyle tego piwska, o matkoscorkom!!! ;PPP

Po zaliczeniu wkurwu w firmie i zostawieniu Meine Muter pod Pałacem Kultury z tekstem "radź sobie, do jutra", mogłam nareszcie zająć się swoimi sprawami, więc udałam się w stronę dzielnicy odległej, acz dobrze skomunikowanej. Na miejscu czekał już Cyber T. Z browarami. A nie mówiłam??? ;) Zeby się odpowiednio nastroić psychicznie przed koncertem słuchaliśmy ostatniej płyty Mosquito, jednocześnie się makijażując, czesząc, prasując i tak dalej. Yyy...tzn., tylko ja się malowałam, a tylko Cyber T. prasował, żeby było jasne. Oczywiście, zapomniałam połowy rzeczy, a moje pytanie o suszarkę do włosów spotkało się z rozbawieniem. Nieśmiało zapytałam jeszcze o lakier, a o prostownicę już nie śmiałam ;) No cóż, poradzimy sobie inaczej.

Tuż przed wyjściem wyszło na jaw, że żadne z nas nie wie, gdzie mieści się klub, do którego zobowiązani byliśmy się udać. Bojąc się dzwonić w tej sprawie do organizatora - no przecież by nas zbluzgał, a potem do domu nie wpuścił - pytaliśmy przypadkowych ludzi na ulicy. Ten świntuch Cyber T. zaczepiał głównie obce kobiety i roztaczał uroki swoje, no, tak je rozdrażniał i zostawiał ;P Ale osiągnął cel - ostatecznie wskazały nam drogę:)

Stoimy pod drzwiami, a ogganizator mówi - przyjdźcie za godzinę!!! To po kiego grzyba tak się spieszyliśmy??? ;P Z rozpaczy poszliśmy się upić do baru na przeciwko, rozprawiając o naszym ciężkim życiu i pogrążając się w mrokach dekadencji. Cena piwa spowodowała jednak natychmiastowe wytrzeźwienie.

11 zł. (słownie - jedenaście złotych).

!!!

Wujek??? Czytasz???

No dobra. Po godzinie wpuszczono nas do Mono. (bosz, jak mi to wierszem wyszło, tak lirycznie i artystycznie). Koncert - super, zespół się naprawdę rozwinął od poprzedniej płyty. Bardzo fajnie grali. W międzyczasie poszliśmy do baru, a ponieważ pozbawieni jesteśmy barowej siły przebicia, to nabycie piwa nastręczyło nam niejakich trudności. W końcu barman nie mógł mi się oprzeć (dziwny lokal) i w odpowiedzi na moje miłe, aczkolwiek znaczące spojrzenie - podał, co należało. (BTW - 9 zł).

Wieczór, jak się okazało, miał dla nas jeszcze inne atrakcje, takie jak półgodzinne oczekiwanie w kolejce do kasy w Tesco (no bo kto mądry chodzi tam o północy?!) oraz wizytę u - już śpiącej - Glorii celem pobrania faktur dla Adasia (a Cyber T. to anioł, nie współlokator!!! Marsz doceniać!!!). A potem już tylko spanie. O godzinie piątej słyszę hałas - to wraca gospodarz i w postaci nieżywej kładzie się do wyra. Czyli - wieczór udany:) Do następnego!!!

Thursday, October 04, 2007

pan treser przez godzine pokazywał dzieciom węża:O

Celem uczynienia się jeszcze bardziej boską, niż postanowiłam ostatnio, odnowiłam znajomość z koleżanką (płci żeńskiej) z liceum i zapisałyśmy się na salsę. Po godzinnych pertraktacjach z wprostboskim i zapewnianiu go, że nie, tańce nie w parach i nie będzie żadnych facetów - pojechałam wyginać śmiało moje tyły. A co.

A we wtorek - spontaniczne spotkanie klasowe z przedstawicielami klasy mojej z podstawówki. Jako, że środek tygodnia, to ludzie poprzyjeżdżali furami na godzinę 19.30, a o 22.30 zwinęli się do domu (widzisz Adaś??? Tak to jest w 3city, a nie, że to tylko moje i wprostboskiego fanaberyje;)) Aha, i wszyscy pili colę, ale za to w szklankach do piwa, że niby ciemne albo coś. Trzeba w końcu zachować pozory:) W tle przygrywał koleś na parapecie, bosz, co się z tym Kontrastem porobiło???!!!

Natomiast w sobotę odbyło się spotkanie klasy z liceum. Widać ludzie zatęsknili do gówniarskich czasów:) Rzecz niezwykła - były same baby - a ja wśród nich. Ale i tak było fajnie, baby sie popiły, pogadały, a o godzinie 0.30 rozjechały sie do domów:)

A tak w ogóle to fajnie jest. Jeszcze we wtorek - warszawka, koncert (na 20.30??? - no niebywałe;P) i ploteczki ;PPP A tymczasem muszę się wyspać. Jestem dzisiaj sama w pracy, więc...