Thursday, September 27, 2007

tiaaa...

Siedze sobie pewnego pięknego dnia w pracy, siedzę, aż tu nagle drzwi sie otwierają i wchodzi ona...

Szefowa, najbardziej naczelna z naczelnych, czyli dyrekcja generalna, prosto w wawy. A z nią dwa ogony - asystent i asystentka.

No szczęka mi opadła. Zeby tak bez uprzedzenia...?

Weszła, zażądała herbaty, wypiła i poszła. Kontroli się zachciało!!! Wrrr...

A na początku października mam do nich jechać. Też jej nie uprzedzę;P

Wednesday, September 19, 2007

Celem uczynienia mojego boskiego ciała jeszcze bardziej boskim postanowiłam zapisać się na basen. Tzn. na aerobik wodny. Poszłam wczoraj, a że nie zdążyłam się odpowiednio odziać w domu, to przebrałam się na miejscu, w szatni. Kostium, klapki, czepka na szczęście nie kazali. Zmierzam w stronę basenu, a przy wyjściu z szatni dostrzegam napis:

"Szatnie monitorowane, prosimy przebierać się w przebieralni."

Aha.

Patrzę - no rzeczywiście, jest coś na kształt kamery, szczęśliwie jedynie cycki do niej wypinałam, a tyły moje stały tyłem. Są też rzeczone przebieralnie, takie kabiny z drzwiami, no żesz, a ja myślałam, że to były kible.

W basenie bardzo miło, oprócz tego sauna, solarium, siłownia, bar nawet. Po skończonej sesji sadzę pod prysznic, a potem - już tylko w ręczniku - do szatni. Wchodzę. W szatni siedzi jakiś facet. Zboczeniec??? Podglądacz??? Ekshibicjonista-masturbator??? Zanim ustaliłam, kto to, pojawił się kolejny facet. I następny.

Matkoscorkom.

Ta szatnia koedukacyjna jest. :OOO

Wprostboski na bank nie pozwoli mi tam więcej iść!!!

Monday, September 17, 2007

babcia

Ja: Dzień dobry babciu, wszystkiego najlepszego z okazji imienin.
Babcia: A, dzień dobry, wnusiu. Jak miło, że pamiętałaś.
Ja: Ależ babciu, zawsze pamiętam (kłamię, co roku tata mi przypomina).
Babcia: Ach, jak to miło.
Ja: Zatem, przede wszystkim zdrowia, zadowolenia z życia, pociechy z dzieci, wnuków i prawnuków!!!
Babcia: Oj, jakie zdrowie??? Ze mną już coraz gorzej, wszystko mnie boli, noga, ręka, wątroba, śledziona...
Ja: Ależ babciu, babcia ciągle tak świetnie wygląda...
Babcia: No już nie opowiadaj, przecie ja mam 80 lat!!!
Ja: Niech babcia setki dożyje!!!
Babcia: Nawet nie chcę o tym myśleć, jakiej setki? Swoje już przeżyłam, dłużej nie muszę...
Ja: Ależ babciu, co też babcia opowiada???
Babcia: No co, po co dłużej żyć??? Już sukienkę do trumny wybrałam, i kapelusz, i pomnik!!!
Ja: Babciu, trzeba myśleć pozytywnie!!!
Babcia: O, o właśnie!!! Tak sobie ostatnio myślałam, że jakby tak połknąć te wszystkie tabletki, co mi je lekarz zapisał - NARAZ - to chyba bym umarła od razu???
Ja: Niewykluczone, ale uprzedzam babcię, że to straszny grzech i pójdzie babcia do piekła.
Babcia: A, no rzeczywiście. To chyba muszę cierpliwie czekać...

Tiaaa....
c

Friday, September 14, 2007

:OOOOOOO

Postanowiłam wczoraj obiad zrobić. Wyciągam więc mrożonkę, jakieś warzywa itd. I gary. Mam taką szafkę specjalnie na gary, talerze, miski i tym podobne śmieci. Więc nie, że jedzenie tam trzymam, nie, wszystko, co jadalne zamknięte jest w pojemnikach. Więc WTF???

W szafce siedział on.

Karaluch. Przez marynarzy zwany szuwaksem.

Siedzi i gapi się na mnie, a ja na niego. Zadne z nas się nie rusza, tylko tak patrzymy sobie w oczy, on rusza wąsami, a jego wzrok jakiś chytry.

Myślę sobie: oj czekaj chooju...

I gadaj, gdzie twoi kumple!!!

Ostrożnie zdejmuję z nogi lacza...

I w niego!!!

A on....normalnie wziął i...

Spierdolił.

No żesz...

Myślę sobie - nie daruję!!!

Wywaliłam całą zawartość kuchennych szafek, przetrząsnęłam szuflady, każdy garnek z osobna obejrzałam.

A w głowie grała mi piosenka Cool Kids of Death z jej wiele mówiącym tekstem:

"UWAżAJ, BO JAK CIę ZNAJDę, TO ZABIJę!!!"

I nic!!!

Nie ma go.

A może mam jakieś zwidy???

Mamo, tato, więcej nie jem u Was na obiad grzybów!!!