Wednesday, February 13, 2008

Ciemność widzę.

Po intensywnym, ale jakże miłym weekendzie w równie miłym towarzystwie (dzięki Adasiu:)) Nastąpiła mała katastrofa.

Otóż, jako, że w poniedziałek nie szłam do biura, tylko jechałam w trasę, postanowiłam rano, w domu, sprawdzić sobie pocztę. Włączam komp, łączę się z TP (wiem, wiem, przestarzałe to i w ogóle się nie opłaca), aż tu nagle...

Jak nie jebnie...!

Huk.

Błysk.

Dym.

I smród!!!

I stała się ciemność.

Leżę na podłodze, włos zjeżony, kieca w górze (no dobra, to ostatnie to już konfabulacja, żeby czytelnicy się przejęli i w pełni odczuli dramatyzm sytuacji).

(btw, wujek - a co się teraz musi dziać we Władywostoku!!!)

No tak.

No nieeeeeeee.

Usmażyłam kompa. Upiekłam, zgrillowałam!!!

Myslę sobie - jak ja to powiem wprostboskiemu???

a) sam się spalił, nawet go nie dotknęłam.

b) zabrali prąd, a jak oddali, to się włączył (sam) i spalił.

c) była burza (tylko w Gdyni) i jak grzmotnęło, to ominęło piorunochrony i trafiło w kompa. (profilaktycznie mogłam jeszcze uszkodzić TV, żeby było bardziej autentycznie).

d) mówię prawdę, całą prawdę i tylko prawdę!!! Czyli - się spalił, bo nie podłączyliśMY listwy przepięciowej.

Wygrał wariant D. O, ja frajerka:)

Teraz wypadałoby błysnąć błyskotliwą puentą do całej historii. . Ale skoro elektryka wypaliła mi połowę mózgu, to sobie daruję.

1 Comments:

Blogger Wprostbosky said...

Bardzo zabawne muszę przyznać mimo że to mój komputer.

12:07 AM  

Post a Comment

<< Home