Friday, November 03, 2006

halołyn

I oto znów minął cały tydzień przerżnięty na pół tzw. halołyn. O tempora, o mores!!! Amerykańskie zwyczaje, psia mać ich...Zatem dla odmiany zrobiliśmy coś dla odmiany i zamiast na Strych poszliśmy straszyć do Bohemy. I nawet siostra moja poszła z nami, zwabiona wizją czekającego na nią tłumu facetów. Przychodzimy i rzeczywiście - siedzą ćmy barowe przy barze i ćmią, zamiast zapolować na jakiś porządny stolik. Na szczęście u góry był już T., który zajął nawet dwa stoliki, więc usadziwszy się zaczęliśmy rytualny proces alkoholizacji. I wtedy do mojej siostry, lat 19, przyczepił się T."oblatywacz - penetrator", lat 32 i zaczął ją normalnie bajerować. WTF???!!! No nie tak to miało być, nie tak!!! Na szczęście mój nieoceniony mąż wystąpił w obronie jej cnoty (?) i wysłał ją taksówką do domu. Zeby nie było na mnie, jak się małolata zacznie źle prowadzić!!! Wystarczy, że już J' a mam na sumieniu, którego - podobno - rozpiłam i pozwoliłam mu przelecieć swoje koleżanki. No żesz, człowiek chciał dobrze...;P
Następnego dnia - święto właściwe, zarządzeniem mojej mamy punkt 11.00 mieliśmy być na cmentarzu. Godzina 11.20 wstajemy, J. patrzy na zegarek i stwierdza - "mamy przerąbane." No fakt. A co tam, dziadek sie przecież nigdzie nie wybiera!!!
W pracy już nie wiem, co mam robić. Od 8 dni nie działa mi program, więc siedzę w sieci, czytam, oglądam i piszę głupoty, przez GG rozmawiam. Miesiąc nie zamknięty, korekty nie zrobione, wpłaty nie przyparowane...eh, i kto to bedzie robił potem wszystko naraz, no kto? Raz dziennie dla porządku dzwonię do informatyka z zapytaniem, czy może już naprawił. Niezmiennie dostaję odpowiedź - NIE. Nie to nie.
Dzisiaj piątek - to najważniejsze:)

0 Comments:

Post a Comment

<< Home