Monday, October 16, 2006

A weekend...

A weekend bardzo grzeczny tym razem:) Piątek - koncert (rewleacja!!! ). Marysia jest boska i mimo że nagłośnienie w - ponoć najlepszym - klubie w tym mieście nie jest szczytem moich marzeń, to i tak było super. Muszę chyba częściej bywać w gdyńskich klubach, sporo dawnych znajomych tam chodzi. Nie wiem, w sumie, czemu się tak uparliśmy na ten Sopot ostatnio...
W sobotę - wieczór spędzony w domu, pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna :/ Andrju sam się skazał na wygnanie i poszedł do drugiego pokoju, bo w TV puścili "Midnight Express", który bardzo chciałam obejrzeć. Andrju rzekł więc, że żadnych więzień, tortur i gwałtów na trzeźwo nie zniesie, a że piwa w domu nie było, to sobie poszedł. Hm. W sumie sceny gwałtów zostały - na szczęście - oszczędzone widzom, więc nie wiem, o co tyle szumu...A film niezły swoją drogą. W niedzielę sytuacja podobna - "Dom na krańcu świata" też mu nie podszedł, normalnie nie wiedziałam, że nasz gust się aż tak różni!!! Ciekawe odkrycie po 7 latach ;P
Idąc ze śmieciami rano zostałam narażona na widoki haniebne - w śmietniku odlewał się jakiś facet. Nie wiem, komu było bardziej głupio - mnie czy jemu:O
Warszawa się anonsowała kilka weekendów z rzędu i ostatecznie nie przyjechała. Może ściągnę do 3city Sisie - byłby to pewien wabik, jak sądzę ;PPP Chociaż z drugiej strony nie wiem, czy udało by mi sie zapobiec próbie morderstwa, jakiej niewątpliwie podjąłby się A. na jej/jego (???) widok ;PPP

0 Comments:

Post a Comment

<< Home