:)))
I znowu poniedziałak, i znowu trzeba robić, a awaria wciąż nie usunięta - więc nie robie!!! Siedzę w necie, zakupy wirtualne, przez GG rozmawiam...Zyć, nie umierać:)
Piątek przeszedł spokojnie w domu, obejrzeliśmy sobie "Broken Flowers" i poszliśmy spać. W sobotę rano, do śniadania poleciał "Mechanik" (taki to śniadaniowy film, akurat na nowy wspaniały dzień, przy scenie obcinania ręki schowałam się za kubkiem z kawą, bo myślałam, że nie zniesę).
Potem wieczór - kino z tatą i siostrą ("Statyści" - sympatyczne, przywraca trochę wiary w polskie kino). A po kinie, godzina 22.00 - idziemy na miasto!!! Jakieś 10 osób nas miało być, impreza, piwko i w ogóle...A ta guła (moja siostra) normalnie nas olała i powiedziała, że na żadną imprę nie idzie, tylko wraca do domu z tatą!!! Normalnie opadły nam szczęki...W sobotę!!! I żeby to był pierwszy raz...
Zatem poszliśmy sami. Najpierw Zielona Tawerna, potem Strych. Dawno się tak nie śmiałam, jak tego wieczoru:) Obsługa nas w końcu wyrzuciła, bo chcieli zamykać. Na podwórku stał zabytkowy rower jako dekoracja i oczywiście Jakub zaczął na nim jeździć. Obsługa doprowadzona do ostateczności kazała nam "niezwłocznie oddalić się, albowiem powodujemy daleko idący dyskomfort otoczenia" ;P Jak się potem okazało, J. wykonał kiedys podobny numer i od roweru odpadło koło. W końcu zabytkowy;)
W niedzielę - urodziny Martyny. Za to, że nas olała w sobotę, naprawdę nie zasłużyła na prezent. Ale co tam, bądźmy ponadto ;)
W domu - "Porachunki" na dvd - bardzo śmieszne, polecam:) (jakoś taki filmowy weekend nam wyszedł), a potem - "Czas, który pozostał". Andrju nie strzymał i wyszedł;)
Aha - podobno siedząc na "Strychu" wysyłałam do ludzi smsy o treści "dupa" :X Aż się boję spojrzeć w archiwum wysłanych!!!
Piątek przeszedł spokojnie w domu, obejrzeliśmy sobie "Broken Flowers" i poszliśmy spać. W sobotę rano, do śniadania poleciał "Mechanik" (taki to śniadaniowy film, akurat na nowy wspaniały dzień, przy scenie obcinania ręki schowałam się za kubkiem z kawą, bo myślałam, że nie zniesę).
Potem wieczór - kino z tatą i siostrą ("Statyści" - sympatyczne, przywraca trochę wiary w polskie kino). A po kinie, godzina 22.00 - idziemy na miasto!!! Jakieś 10 osób nas miało być, impreza, piwko i w ogóle...A ta guła (moja siostra) normalnie nas olała i powiedziała, że na żadną imprę nie idzie, tylko wraca do domu z tatą!!! Normalnie opadły nam szczęki...W sobotę!!! I żeby to był pierwszy raz...
Zatem poszliśmy sami. Najpierw Zielona Tawerna, potem Strych. Dawno się tak nie śmiałam, jak tego wieczoru:) Obsługa nas w końcu wyrzuciła, bo chcieli zamykać. Na podwórku stał zabytkowy rower jako dekoracja i oczywiście Jakub zaczął na nim jeździć. Obsługa doprowadzona do ostateczności kazała nam "niezwłocznie oddalić się, albowiem powodujemy daleko idący dyskomfort otoczenia" ;P Jak się potem okazało, J. wykonał kiedys podobny numer i od roweru odpadło koło. W końcu zabytkowy;)
W niedzielę - urodziny Martyny. Za to, że nas olała w sobotę, naprawdę nie zasłużyła na prezent. Ale co tam, bądźmy ponadto ;)
W domu - "Porachunki" na dvd - bardzo śmieszne, polecam:) (jakoś taki filmowy weekend nam wyszedł), a potem - "Czas, który pozostał". Andrju nie strzymał i wyszedł;)
Aha - podobno siedząc na "Strychu" wysyłałam do ludzi smsy o treści "dupa" :X Aż się boję spojrzeć w archiwum wysłanych!!!

0 Comments:
Post a Comment
<< Home