ale była impreza...
... w piątek. Z. postanowił wyprawić oldschoolowym zwyczajem imieniny w domu i kupe gości sprosił. Towarzystwo dość przypadkowe i z parafii różnych, od koleżanek jego byłej żony przez jakiś dziwnych ludzi zapoznanych na spacerze po swojego zakładowego lekarza, czyli rozrywkowego przedstawiciela generacji SS (nie, nie tej SS, tylko tej określanej mianem Sprośny Staruszek ;))
A zatem - popili i potańczyli, a teraz cierpię ja, bo po tym wszystkim rozjechało i obluzowało mi się kolano, które musiałam usztywnić i w ogóle mało mobilna teraz jestem. Andrju kazał nosić płaskie buty, a ja chcę obcasy!!!
Na rzeczonej imprezie solenizant nie miał litości i uruchomił kamerę.
No nieeeeeeeeee....
Po pierwsze, mówiłam.
Po drugie, śpiewałam. (:OOO)
Po trzecie - czy ja - mówiąc coś - naprawdę brzmię tak kretyńsko??? Już nigdy się do nikogo nie odezwę, idę zgłębiać język migowy.
Ale solenizant też śpiewał, jakieś piosenki Natalii Kukulskiej w rodzaju "Puszka okruszka" i sam nie mógł tego słuchać na drugi dzień z powodu zażenowania ;P
Na zaprzyjaźnionym blogu przeczytałam coś na temat tzw. solidarności jajników. Otóż klasycznym jestem przykładem, że mnie ta solidarność nie dotyczy, bo goście Z. z niemałym szokiem przyjęli wiadomość, że ja - wraz z Olą - jesteśmy koleżankami jego byłej żony, z którą to Z. toczył walki na noże i miecze świetlne, a którą teraz nie gada i my też nie, o. Bardzo nieładnie z naszej strony. ;)
A zatem - popili i potańczyli, a teraz cierpię ja, bo po tym wszystkim rozjechało i obluzowało mi się kolano, które musiałam usztywnić i w ogóle mało mobilna teraz jestem. Andrju kazał nosić płaskie buty, a ja chcę obcasy!!!
Na rzeczonej imprezie solenizant nie miał litości i uruchomił kamerę.
No nieeeeeeeeee....
Po pierwsze, mówiłam.
Po drugie, śpiewałam. (:OOO)
Po trzecie - czy ja - mówiąc coś - naprawdę brzmię tak kretyńsko??? Już nigdy się do nikogo nie odezwę, idę zgłębiać język migowy.
Ale solenizant też śpiewał, jakieś piosenki Natalii Kukulskiej w rodzaju "Puszka okruszka" i sam nie mógł tego słuchać na drugi dzień z powodu zażenowania ;P
Na zaprzyjaźnionym blogu przeczytałam coś na temat tzw. solidarności jajników. Otóż klasycznym jestem przykładem, że mnie ta solidarność nie dotyczy, bo goście Z. z niemałym szokiem przyjęli wiadomość, że ja - wraz z Olą - jesteśmy koleżankami jego byłej żony, z którą to Z. toczył walki na noże i miecze świetlne, a którą teraz nie gada i my też nie, o. Bardzo nieładnie z naszej strony. ;)

0 Comments:
Post a Comment
<< Home