Monday, March 17, 2008

przeczytane

Zeby zneutralizować poprzedni wpis o penisie, którego ciemny naród nie potrafił zrozumieć, napisze sobie kolejny post z cyklu "rozważania literackie".

A więc. (że niby zdania się nie zaczyna od "więc", to dałam na przedzie "a").

A więc.

"Barbarę Radziwiłłównę..." przeczytałam do końca, także, Adasiu, mogę Ci zwrócić. Zwrócić, w sensie, że książkę.

I normalnie dochodzę do wniosku, że chyba się z Witkowskim przeproszę. Opis sprzedawania ścierek wartych 1,50 PLN po 25 PLN jako żywo przypomina mi sytuacje z mojej młodości górnej i durnej.

WUJEK!!! - pamiętasz, jak nasze mamy te ścierki kupowały??? Niebieskie takie i żółte, specjalnie pracownik firmy przychodził do domów robić prezentacje!!! Wszystko powycierał, więc głupio było potem od niego nie kupić. Tylko one już wtedy po 50 PLN były. I jeszcze garnki za 3000 PLN. Wcale nie Zepter. I inne takie. Mój tata to nawet przerąbane miał pewnego lata, bo całkiem nową ścierkę pociął w paski i wkleił siostrze do sandałów, żeby nie obcierały. (bo ścierka kolorystycznie pasowała). To dopiero reklama mogłaby być!!! Nie dość, że do kurzu, podłogi, okien i luster, to jeszcze za wkładkę ortopedyczną z powodzeniem robiła!!!

No.

Poza tym polecam "Chłopca z latawcem" Hosseiniego. Przejmująca historia. Naprawdę.

1 Comments:

Anonymous Anonymous said...

bede obsceniczny - wanna fuck?
te scierki mnie rozochocily.
;]

8:05 PM  

Post a Comment

<< Home