Friday, April 27, 2007

Wykończona jestem. Obcowanie z szefostwem z centrali na dłuższą metę jest męczące. A na dodatek wrobili mnie w rolę tłumacza, nie pytając nawet, czy ja porządnie język znam. Ale skoro inni w ogóle nie znali... No, ja nie rozmawiałam po obcemu od liceum :X Pojechałam więc po gościa na lotnisko, odstawiłam do hotelu, starając się być przez całe 40 min. drogi czarującą polską dziołchą, żeby sobie nie myślał. Zameldowałam go i pojechałam do domu, mysląc, że juz po wszystkim. Ale gdzie tam. Na drugi dzień, specjalnie wynajęty na tę okazję tłumacz zwyczajnie się spóźnił. Miałam masę swojej roboty, a tu co chwilę ktos do mnie podchodzi i mówi: S. czegoś chce, idź zapytaj, o co cho? Albo: idź do S. i powiedz mu, że... Albo: zadzwoń do S. i powiedz.... No żesz. Zostawiłam koleżansie na stoisku i poszłam. A jakich one mi błędów narobiły, jak mnie nie było... Siedzę teraz i wszystko prostuję, i chyba dziś nie wyjdę!!! I w poniedziałek przyjdę!!! Wrrr!!! Słowa więcej nie napiszę o pracy, bo mnie wkurw bierze.

A zatem z innej beczki: z Angli przyjechał J. Chyba nie muszę mówić, że nas wykończył? Z tego kaca chyba się nigdy nie wyleczę!!! Ale było, oj było... Najbardziej podobał mi się motyw z poszukiwaniem J. przez jego mamę - dlaczego ona zawsze szukała go u nas??? ;P

A tak a' propos: czy na marginesie zaprzyjaźnionego bloga widnieje oficjalna wersja okładki??? Bo dodam, że to był mój typ :D :D :D

1 Comments:

Blogger Morph said...

tak tak tak ;]

2:01 PM  

Post a Comment

<< Home